497.

piękna ważka: samolot
między kwiatami

usiadła na mojej stopie
gdzie zieleń puszcza
i tygrysy

a przecież i ona jest potworem
kanibalem: pożera
owady mniejsze od siebie

Reklamy

496.

traktują mnie jak rabatkę?
obsiadają jedno po drugim

wpierw miniaturowy zielony
śliczny: załatwiam go dmuchem
następne są przezorniejsze
w ozdobnych pancerzach
ledwo się pokażą odlatują z brzękiem
gdy zaraz pełzną kolejne małe
i większe sterowce (helikoptery): ten
brązowy tamten szafirowy inny żółty
a ćmy?
już nadlatują: szare szarsze granatowe

otwierają ciemność

491.

Ł. wydobywa z ludzi zwierzęta
i tworzy z nich teatr. Opróżnieni ludzie śmieją się, biją brawo, a potem wracają do domów i wypełniają formularze podatkowe.
Niektórzy mają w sobie więcej niż jedno zwierzę albo po jednym wydobytym tworzą sobie następne. Inni nauczyli się je chować, wepchnęli tak głęboko, że sami nie mogą ich znaleźć.
Stopniowo teatru jest coraz więcej, a ludzi coraz mniej. Może ci opróżnieni też stają się zwierzętami?
Obchodzimy szerokim łukiem młodego lwa i tylko moja córka przystaje, żeby rozczesać mu grzywę; odchyla łeb do tyłu i mruczy z rozkoszy. Jej zwierzę jest ukryte, niedostępne dla nikogo.
Teatr znika w chmurach: był tylko teatrem snu. Wydobyte zwierzęta znów chowają się w ludziach, ale niektóre nie wracają. Czy w ich miejsce powstaną nowe, trudno przewidzieć.
Moja joga, myślę. Zwierzęta w asanach.