1590.

Z. czuje się zasypywana słowami.
Są francuskie, angielskie, hiszpańskie, lecą na nią jak szarańcza, plącząc język i wypowiedzi. Sacacorchos czy ouvre-bouteilles? Komputer czy ordynator? Silence czy Silencio (taka melodia)? Pub-miejsce czy pub-reklama? Opuszczając hotel, życzy recepcjoniście bon voyage zamiast bonne chance, ale on i tak uśmiecha się szeroko: jest czwarta rano, quatre heure du matin, four in the morning; żegnaj, Paryżu.